Od pewnego czasu wychodziłem z założenia, że nie należy zbytnio zaprzyjaźniać z ludźmi w pracy. To naprawdę niezdrowe. Po pierwsze generuje problemy, bo nie oszukujmy się – w pracy jesteśmy z jednej strony zgranym zespołem, ale również rywalami. Bez rywalizacji nie ma efektów. A tam gdzie gdzie rywalizacja nie ma miejsca dla przyjaźni.
Jednak jak się przebywa tyle czasu ( średnio 8 godzin) z ludźmi to wywiązuje się specyficzna relacja- przywiązanie. Trudno utrzymywać wtedy dystans. Mi się to na razie udaje. Nie zmienia to jednak faktu, że jak ktoś odchodzi z pracy to zawsze jest mi przykro. Tak było i tym razem. Pracowałem z gościem naprawdę długo. Mieliśmy lepsze i gorsze dni. Był nawet moment, kiedy przez cały tydzień nie odzywaliśmy się do siebie. Oczywiście poszło o klienta- jeden zaczął z nim współpracę a drugi kontynuował. Po jakimś czasie doszliśmy do porozumienia- jak zwykle zresztą.
Niemniej jak dowiedziałem się, że nie będę już z nim pracować to zrobiło mi się autentycznie przykro. Jednak człowiek się przywiązuje do ludzi, jacy by oni nie byli. Podobno każda zmiana jest zmianą na lepsze. Podobno nie ma ludzi, których nie można zastąpić. Podobno.
Dochodzę do wniosku, że prawdziwa dorosłość polega na zaakceptowaniu prostego faktu. Jedni ludzie odchodzą a następni przychodzą.
wtorek, 16 sierpnia 2011
sobota, 13 sierpnia 2011
Moje szanowne cztery litery
Nie mogę się nadziwić, że weekendy tak szybko się kończą. Człowiek nigdy nie jest przygotowany na poniedziałek- przynajmniej ja ( A jak jest z Wami?). Co najmniej do 11 trwa moje przestawianie się na rytm pracy! To już jest schemat- poniedziałek ( niemal) dniem straconym a wtorek Naddniem ( bo nadrabiam braki z poniedziałku). Próbowałem z tym zerwać, ale na razie bez rezultatu. Jeśli znacie jakieś super tricki to podzielcie się- proszę!
Schemat schematem, ale wydaje mi się, że warto się zstanowić nad jedną kwestią. CZY CHCECIE BYĆ LUDŹMI, KTÓRZY MYŚLĄ SCHEMATAMI?
Wyobraźcie sobie, że poniedziałek nie nazywa się poniedziałkiem, ale na przykład wtorkiem albo najlepiej piątkiem. Idąc dalej tym tropem- nauczyciel to człowiek ( trudne, ale prawdziwe), klient to po prostu partner biznesowy. I tak dalej i tak dalej. W czym tkwi sedno? Tak naprawdę w barierze psychicznej. Każdy z nas posiada inną. Ważne, by ją wychwycić. Następnie bezwzględnie się jej pozbyć.
Dlaczego bariera psychiczna jest niebezpieczna?
Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Mnie dosyć często nachodzą takie refleksje. Wyobraźcie sobie, że wszystko, ale to naprawdę wszystko jest w waszym zasięgu. Trudne, prawda? Uniemożliwia Wam to właśnie bariera psychiczna. Jako sprzedawca wiele razy miałem z nią do czynienia. Często przed sfinalizowaniem dużej transakcji napotykałem trudności, które miały swoje źródło w moim sposobie myślenia. Wydawało mi się, że moje oferta jest zbyt droga, że nie mogę tyle żądać itp. Po jakimś czasie jakiś inny sprzedawca wykorzystywał mój kontakt, oferując tyle samo i ( o dziwo) wygrywał. Jego propozycja spotykała się z akceptacją. Dlaczego tak się działo? Po prostu on nie był obciążony taką barierą psychologiczną jak ja.
Na początki nawet nie zdawałem sobie sprawy z mojego problemu. Dużo pomógł mi mój coach z Axona, dużo też pracy włożyłem w zmianę mojego sposobu myślenia. Da się- trzeba tylko chcieć. A Wy walczycie ze swoimi barierami psychologicznymi?
Pozdrawiam
Globus
Schemat schematem, ale wydaje mi się, że warto się zstanowić nad jedną kwestią. CZY CHCECIE BYĆ LUDŹMI, KTÓRZY MYŚLĄ SCHEMATAMI?
Wyobraźcie sobie, że poniedziałek nie nazywa się poniedziałkiem, ale na przykład wtorkiem albo najlepiej piątkiem. Idąc dalej tym tropem- nauczyciel to człowiek ( trudne, ale prawdziwe), klient to po prostu partner biznesowy. I tak dalej i tak dalej. W czym tkwi sedno? Tak naprawdę w barierze psychicznej. Każdy z nas posiada inną. Ważne, by ją wychwycić. Następnie bezwzględnie się jej pozbyć.
Dlaczego bariera psychiczna jest niebezpieczna?
Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Mnie dosyć często nachodzą takie refleksje. Wyobraźcie sobie, że wszystko, ale to naprawdę wszystko jest w waszym zasięgu. Trudne, prawda? Uniemożliwia Wam to właśnie bariera psychiczna. Jako sprzedawca wiele razy miałem z nią do czynienia. Często przed sfinalizowaniem dużej transakcji napotykałem trudności, które miały swoje źródło w moim sposobie myślenia. Wydawało mi się, że moje oferta jest zbyt droga, że nie mogę tyle żądać itp. Po jakimś czasie jakiś inny sprzedawca wykorzystywał mój kontakt, oferując tyle samo i ( o dziwo) wygrywał. Jego propozycja spotykała się z akceptacją. Dlaczego tak się działo? Po prostu on nie był obciążony taką barierą psychologiczną jak ja.
Na początki nawet nie zdawałem sobie sprawy z mojego problemu. Dużo pomógł mi mój coach z Axona, dużo też pracy włożyłem w zmianę mojego sposobu myślenia. Da się- trzeba tylko chcieć. A Wy walczycie ze swoimi barierami psychologicznymi?
Pozdrawiam
Globus
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Plotki, ploteczki
Jako mężczyzna oficjalnie nie toleruje plotek. Jako człowiek - przyznaje nieoficjalnie - poplotkuję od czasu do czasu. Są jednak granice, których staram się nie przekraczać.
Wydaje mi się, że istnieją dwa rodzaje plotek: błahe i groźne. Do pierwszych zaliczają się te wszystkie zabawne anegdoty, które bawią i (uwaga, uwaga) nie wzbudzają emocji! Plotki groźne zawsze zaczynają się od „tylko nie mów nikomu”, „to tajemnica”, „tylko zachowaj to dla siebie”. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo (graniczące z pewnością), że nie jest się jedyną wtajemniczoną osobą. Kiedy plotka, która jak wiadomo żyje własnym życiem, wyjdzie na jaw, jest się jedną z osób branych pod uwagę, jako ewentualne źródło przecieku.
Przykład z życia
Mój znajomy w firmie zwierzył mi się, że chce zmienić pracę. Jak się okazało nie tylko mi, ale całej firmie. Oczywiście było to ściśle tajne. Oczywiście ktoś się „wysypał” i news doszedł do szefów. Ci z kolei stwierdzili, że pracownik, który szuka innej pracy nie jest potrzebny. I pożegnaliśmy kolegę. Oczywiście miał on pretensje do wszystkich.
Nie wiem, kto doniósł, nie wnikam. Ciekawi mnie jednak sam zwrot „tylko nie mów nikomu”. Zauważyliście ile emocji on wzbudza? Osoba przekazująca plotkę używając go automatycznie dodaje jej nobilitacji. Dzięki temu ona staje się cenna i naprawdę ciężko ją zachować dla siebie. Czy Wam zdarza się plotkować? Ja obiecałem sobie, że następnym razem jak usłyszę: muszę ci coś powiedzieć, ale zachowaj to dla siebie - odpowiem, że nie chcę być wtajemniczonym!
Pozdrawiam
Globus
Wydaje mi się, że istnieją dwa rodzaje plotek: błahe i groźne. Do pierwszych zaliczają się te wszystkie zabawne anegdoty, które bawią i (uwaga, uwaga) nie wzbudzają emocji! Plotki groźne zawsze zaczynają się od „tylko nie mów nikomu”, „to tajemnica”, „tylko zachowaj to dla siebie”. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo (graniczące z pewnością), że nie jest się jedyną wtajemniczoną osobą. Kiedy plotka, która jak wiadomo żyje własnym życiem, wyjdzie na jaw, jest się jedną z osób branych pod uwagę, jako ewentualne źródło przecieku.
Przykład z życia
Mój znajomy w firmie zwierzył mi się, że chce zmienić pracę. Jak się okazało nie tylko mi, ale całej firmie. Oczywiście było to ściśle tajne. Oczywiście ktoś się „wysypał” i news doszedł do szefów. Ci z kolei stwierdzili, że pracownik, który szuka innej pracy nie jest potrzebny. I pożegnaliśmy kolegę. Oczywiście miał on pretensje do wszystkich.
Nie wiem, kto doniósł, nie wnikam. Ciekawi mnie jednak sam zwrot „tylko nie mów nikomu”. Zauważyliście ile emocji on wzbudza? Osoba przekazująca plotkę używając go automatycznie dodaje jej nobilitacji. Dzięki temu ona staje się cenna i naprawdę ciężko ją zachować dla siebie. Czy Wam zdarza się plotkować? Ja obiecałem sobie, że następnym razem jak usłyszę: muszę ci coś powiedzieć, ale zachowaj to dla siebie - odpowiem, że nie chcę być wtajemniczonym!
Pozdrawiam
Globus
piątek, 5 sierpnia 2011
Albo dobrze albo wcale
Moja babcia zawsze powtarzała mi, że o zmarłych należy mówić albo dobrze albo wcale. Mówiła to często, z wielkim przekonaniem swojej nieomylności w tej kwestii. Uwierzyłem jej i zakodowałem tę mądrość. Z czasem odkryłem, że tak naprawdę o każdym człowieku można powiedzieć coś dobrego. Zawsze. Trzeba tylko chcieć.
Andrzej Lepper podobno popełnił samobójstwo. Wiadomość ta zasmuciła mnie, jak zresztą każda tego typu. Współczuje ludziom, którzy nie mają sił by dalej żyć. Również ich rodzinom. Oczywiście Lepperowi ktoś mógł pomóc odejść z tego świata, wcale tego nie wykluczam. Pomyślcie tylko: jaki człowiek targa się na własne życie, jeśli musi walczyć o zdrowie własnego dziecka? No i jeszcze to dziwne samobójstwo miesiąc temu współpracownika Leppera…
Był człowiek - nie ma człowieka. Tak po prostu. Nas - zwykłych szarych ludzi zawsze to zaskakuje. Dziennikarzy - nigdy! Jak zapewne wiecie dla większości znanych osób są przygotowane prawie gotowe materiały odnośnie ich życia. Prawie gotowe - dodaje się tylko te fragmenty dotyczące okoliczności śmierci. Tak jest łatwiej, szybciej i nowocześniej. Media mało co zaskoczy. Oczywiście zdarzają się „perełki” typu zamachy w Norwegii.
Śmierć w mediach zawsze wygląda tak samo. Mam nieodparte wrażenie, że albo ludzie, którzy tam pracują mieli podobne babcie ( jak moja, pewnie i Wasze) albo zdają sobie sprawę z naszych przyzwyczajeń. Umiera znany polityk i jeśli ktoś chce wyrobić sobie o nim zdanie na podstawie tego czy czyta lub widzi w telewizji, to przekona się, że odszedł mąż stanu. Człowiek prawy, honorowy - co prawda mający jakieś tam swoje „śmiesznostki”, ale były one takie „swojskie”. Ten obraz człowieka jest tak cukierkowy, że aż krzywdzący. Oczywiście dla tego, kto odszedł. Nikt (no prawie nikt) nie „kupuje” tego przekazu. Po lukrze pojawia się czarna, gorzka czekolada - przeważnie w Internecie. Dla równowagi.
Ten wpis miał być swoistym apelem- Traktujcie drodzy dziennikarze Śmierć poważnie i z szacunkiem!
Co ja mogę powiedzieć o Lepperze? Na pewno był politykiem jedynym w swoim rodzaju. Niesamowicie barwnym i często nieokrzesanym. Zawsze wydawał mi się zdolnym człowiekiem. Miał ogromną łatwość wysławiania się. Jestem niemal pewien, że nieustannie nad sobą pracował. Pamiętacie jak cała Polska śmiała się z więzień dla Talibów? Dzisiaj wiemy, że Lepper miał rację. Wniosek: miał świetne źródło informacji. Niepotrzebnie nawiązał współpracę z Tymochowiczem, wcześniej sprawiał wrażenie autentycznego. No i lubił solarium!
Pozdrawiam
Globus
Andrzej Lepper podobno popełnił samobójstwo. Wiadomość ta zasmuciła mnie, jak zresztą każda tego typu. Współczuje ludziom, którzy nie mają sił by dalej żyć. Również ich rodzinom. Oczywiście Lepperowi ktoś mógł pomóc odejść z tego świata, wcale tego nie wykluczam. Pomyślcie tylko: jaki człowiek targa się na własne życie, jeśli musi walczyć o zdrowie własnego dziecka? No i jeszcze to dziwne samobójstwo miesiąc temu współpracownika Leppera…
Był człowiek - nie ma człowieka. Tak po prostu. Nas - zwykłych szarych ludzi zawsze to zaskakuje. Dziennikarzy - nigdy! Jak zapewne wiecie dla większości znanych osób są przygotowane prawie gotowe materiały odnośnie ich życia. Prawie gotowe - dodaje się tylko te fragmenty dotyczące okoliczności śmierci. Tak jest łatwiej, szybciej i nowocześniej. Media mało co zaskoczy. Oczywiście zdarzają się „perełki” typu zamachy w Norwegii.
Śmierć w mediach zawsze wygląda tak samo. Mam nieodparte wrażenie, że albo ludzie, którzy tam pracują mieli podobne babcie ( jak moja, pewnie i Wasze) albo zdają sobie sprawę z naszych przyzwyczajeń. Umiera znany polityk i jeśli ktoś chce wyrobić sobie o nim zdanie na podstawie tego czy czyta lub widzi w telewizji, to przekona się, że odszedł mąż stanu. Człowiek prawy, honorowy - co prawda mający jakieś tam swoje „śmiesznostki”, ale były one takie „swojskie”. Ten obraz człowieka jest tak cukierkowy, że aż krzywdzący. Oczywiście dla tego, kto odszedł. Nikt (no prawie nikt) nie „kupuje” tego przekazu. Po lukrze pojawia się czarna, gorzka czekolada - przeważnie w Internecie. Dla równowagi.
Ten wpis miał być swoistym apelem- Traktujcie drodzy dziennikarze Śmierć poważnie i z szacunkiem!
Co ja mogę powiedzieć o Lepperze? Na pewno był politykiem jedynym w swoim rodzaju. Niesamowicie barwnym i często nieokrzesanym. Zawsze wydawał mi się zdolnym człowiekiem. Miał ogromną łatwość wysławiania się. Jestem niemal pewien, że nieustannie nad sobą pracował. Pamiętacie jak cała Polska śmiała się z więzień dla Talibów? Dzisiaj wiemy, że Lepper miał rację. Wniosek: miał świetne źródło informacji. Niepotrzebnie nawiązał współpracę z Tymochowiczem, wcześniej sprawiał wrażenie autentycznego. No i lubił solarium!
Pozdrawiam
Globus
sobota, 30 lipca 2011
Mam to gdzieś
Do pewnych postaw w życiu się dorasta. Od dzieciństwa wpajają nam, że mamy być mili dla innych i w razie takiej potrzeby udzielać im pomocy. To pierwszy etap. W następnym uczymy się dostosowywać swoje zachowanie do oczekiwań innych. Potem intuicyjnie Teoretycznie nie ma w tym nic złego. Przynajmniej tak mi się do niedawna wydawało. Efekt takiego wychowania, w moim przypadku, był jednak taki, że bardziej się liczyłem ze zdaniem innych osób niż własnym. Bo nie chciałem im sprawić przykrości, albo ( nie daj boże) nie chciałem by pomyśleli sobie, że jestem niemiły. Taka postawa nie pomaga w życiu.
Powiedzmy sobie szczerze- tak się nie da żyć. Spełniając oczekiwania innych osób, szczególnie względem siebie, tracimy gdzieś właśnie „ja”. Prawdopodobnie, dlatego mamy tak wielu frustratów i smutnych, nieszczęśliwych ludzi. Dlaczego w dzieciństwie uczą nas kochać innych ludzi a nie uczą kochać siebie? Dlaczego wpaja się ( oczywiście nieświadomie), że opinia innych ludzi jest tak bardzo ważna?
Dziś już wiem, że zdanie innych jest mało ważne. Za chwilę, bowiem w naszym życiu pojawią się nowe osoby, które będą miały inne poglądy. Nie można cały czas się dostosowywać, bo paradoksalnie czyni nas to „nieprzystosowanymi”. Zgadzacie się?
Ja przez całe życie pracowałem nad swoją „żywą” gestykulacją. Rodzice, nauczyciele zawsze mi powtarzali, że „wymachując rękami jak wariat” ( moim zdaniem nigdy tak nie było) tracę na wiarygodności i nikt mnie nie chce słuchać. Mija parą dobrych lat i nagle okazuje się, że ta gestykulacja jest moim atutem. Podobnie było z wodą kolońską, którą kiedyś używałem a nie lubiła jej moja dziewczyna, więc musiałem zacząć używać innej. Potem spotykałem się z kolejną dziewczyną, która akurat bardzo lubiła zapach mojej poprzedniej wody kolońskiej. Podobną sytuację miałem z długością włosów. I po co to wszystko? Przecież nie można całe życie się dostosowywać! Tym bardziej, że jedni ludzie odchodzą a inni przychodzą. Tak naprawdę zostajemy sami ze sobą, ze swoimi śmiesznościami, przyzwyczajeniami. Dobrze mi z tym a Wam?
Pozdrawiam
Globus
Powiedzmy sobie szczerze- tak się nie da żyć. Spełniając oczekiwania innych osób, szczególnie względem siebie, tracimy gdzieś właśnie „ja”. Prawdopodobnie, dlatego mamy tak wielu frustratów i smutnych, nieszczęśliwych ludzi. Dlaczego w dzieciństwie uczą nas kochać innych ludzi a nie uczą kochać siebie? Dlaczego wpaja się ( oczywiście nieświadomie), że opinia innych ludzi jest tak bardzo ważna?
Dziś już wiem, że zdanie innych jest mało ważne. Za chwilę, bowiem w naszym życiu pojawią się nowe osoby, które będą miały inne poglądy. Nie można cały czas się dostosowywać, bo paradoksalnie czyni nas to „nieprzystosowanymi”. Zgadzacie się?
Ja przez całe życie pracowałem nad swoją „żywą” gestykulacją. Rodzice, nauczyciele zawsze mi powtarzali, że „wymachując rękami jak wariat” ( moim zdaniem nigdy tak nie było) tracę na wiarygodności i nikt mnie nie chce słuchać. Mija parą dobrych lat i nagle okazuje się, że ta gestykulacja jest moim atutem. Podobnie było z wodą kolońską, którą kiedyś używałem a nie lubiła jej moja dziewczyna, więc musiałem zacząć używać innej. Potem spotykałem się z kolejną dziewczyną, która akurat bardzo lubiła zapach mojej poprzedniej wody kolońskiej. Podobną sytuację miałem z długością włosów. I po co to wszystko? Przecież nie można całe życie się dostosowywać! Tym bardziej, że jedni ludzie odchodzą a inni przychodzą. Tak naprawdę zostajemy sami ze sobą, ze swoimi śmiesznościami, przyzwyczajeniami. Dobrze mi z tym a Wam?
Pozdrawiam
Globus
Zrób to na Columbo
Pisałem ostatnio o negocjacjach, więc teraz chciałbym wam przybliżyć w skrócie moją ulubioną metodę. Stosuję ją często. Jej skuteczność jest niemal 100%. Trzeba tylko wziąć pod uwagę, że nie jest odpowiednia do każdego typu klienta. W codziennym życiu sprawdza się jednak niemal zawsze.
Generalnie chodzi o to, by będąc negocjatorem wcielić się w postać inspektora Columbo Wszelka niezdarność, brak zorganizowania są wręcz niezbędne. Trzeba dać drugiej stronie subtelnie do zrozumienia, że potrzebuje się jej pomocy i serdeczności. Oczywiście będą perfekcyjnie przygotowanym. Jednym słowem sprawia się wrażenie głupszego niż się jest. Zdziwilibyście się jak łatwo ludzie na to idą. Mechanizm jest prosty - dajemy drugiej stronie fantastyczne odczucie! Dzięki nam czuje się ona mądra, elokwentna i przebojowa. Dzięki temu uzyskujemy to, co chcemy. Nietrudno się, bowiem „pochylić” nad kimś, kto jest w jakimś sensie gorszy od nas. Jedna strona czuje, więc siłę i idzie na ustępstwa.
Teoretycznie ta metoda jest dziecinnie prosta. Nic bardziej mylnego. To jedna z najbardziej wymagających technik negocjacji. Jeśli się jej nie opanuje do perfekcji, łatwo jest zostać przejrzanym. Kiedy maski opadają negocjacje są skończone. Długo ćwiczyłem tę metodę z moim coachem z axona. Teraz stosuje ją niemal zawsze.
Zauważyłem, że bardzo dużo osób, pewnie nieświadomie, „bawi się” w inspektora Columbo w życiu prywatnym. Znacie takich aktorów? Ja niestety tak. Najczęściej udają życzliwych i serdecznych przyjaciół - troskliwych i niesamowicie ciekawskich. Uważajcie na nich - oni są wśród nas.
Dlatego między innymi tak bardzo lubię moją pracę i tak dużo jej poświęcam. Tu reguły są proste - wiem, z kim negocjuję. W życiu natomiast tej pewności nie mam - zakładam więc, że z każdym, albo dostaje w dupę.
Pozdrawiam
Globus
Generalnie chodzi o to, by będąc negocjatorem wcielić się w postać inspektora Columbo Wszelka niezdarność, brak zorganizowania są wręcz niezbędne. Trzeba dać drugiej stronie subtelnie do zrozumienia, że potrzebuje się jej pomocy i serdeczności. Oczywiście będą perfekcyjnie przygotowanym. Jednym słowem sprawia się wrażenie głupszego niż się jest. Zdziwilibyście się jak łatwo ludzie na to idą. Mechanizm jest prosty - dajemy drugiej stronie fantastyczne odczucie! Dzięki nam czuje się ona mądra, elokwentna i przebojowa. Dzięki temu uzyskujemy to, co chcemy. Nietrudno się, bowiem „pochylić” nad kimś, kto jest w jakimś sensie gorszy od nas. Jedna strona czuje, więc siłę i idzie na ustępstwa.
Teoretycznie ta metoda jest dziecinnie prosta. Nic bardziej mylnego. To jedna z najbardziej wymagających technik negocjacji. Jeśli się jej nie opanuje do perfekcji, łatwo jest zostać przejrzanym. Kiedy maski opadają negocjacje są skończone. Długo ćwiczyłem tę metodę z moim coachem z axona. Teraz stosuje ją niemal zawsze.
Zauważyłem, że bardzo dużo osób, pewnie nieświadomie, „bawi się” w inspektora Columbo w życiu prywatnym. Znacie takich aktorów? Ja niestety tak. Najczęściej udają życzliwych i serdecznych przyjaciół - troskliwych i niesamowicie ciekawskich. Uważajcie na nich - oni są wśród nas.
Dlatego między innymi tak bardzo lubię moją pracę i tak dużo jej poświęcam. Tu reguły są proste - wiem, z kim negocjuję. W życiu natomiast tej pewności nie mam - zakładam więc, że z każdym, albo dostaje w dupę.
Pozdrawiam
Globus
piątek, 29 lipca 2011
Bądź wytrawnym graczem
Tak naprawdę każdemu z Was zdarza się negocjować. Bardzo często nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Co więcej - negujecie samą potrzebę tego procesu. Nie wiedzieć czemu, „negocjacja” bardzo często jest utożsamiana z „targowaniem się” albo ( i to jest najgorsze) z próbą „ugrania” czegoś.
Nie gniewajcie się za to całe uogólnienie. Wiem - to nie jest sprawiedliwe. Załóżmy więc po prostu, że zrobiłem to tylko na potrzeby wpisu. Będzie mi wtedy łatwiej. W każdym razie naprawdę warto uświadomić sobie, że w negocjowaniu nie ma nic złego. Pod warunkiem, że jest to świadoma negocjacja. Nie ma co się oszukiwać - z niej tak naprawdę składa się życie. Ty chcesz coś, ktoś to ma i trzeba coś z tym zrobić. Proste, prawda? Oczywiście pomijając fakt, że obie strony mają czuć się wygrane.
W moim przypadku z negocjacjami mam ciągle do czynienia w pracy. Dlatego w życiu prywatnym odpuszczam - całkowicie świadomie. Przez to często (i gęsto) dostaje w dupę, ale nie mam o to do nikogo pretensji. Mój wybór - moja obolała dupa. Tylko wiecie - ja wiem, dlaczego mnie boli. Biorę to, że tak się wyrażę „na klatę”. Mam jednak nieodparte wrażenie, że większość ludzi nie. Skąd tyle frustracji z powodu pracy, zarobków, nieudanych związków, kontaktów międzyludzkich itp.
A przecież to takie proste. Krótka piłka - wiesz, czego chcesz i negocjujesz, by to mieć. To najprostsza droga do szczęścia i dobrobytu. Jeśli się wybiera inne metody (przy założeniu, że robi się to świadomie. To ma być wybór a nie naiwność) to trzeba być przygotowanym na cierpienie. Ja jestem.
Pozdrawiam
Globus
P.S
Jak Wam idą negocjacje?
Nie gniewajcie się za to całe uogólnienie. Wiem - to nie jest sprawiedliwe. Załóżmy więc po prostu, że zrobiłem to tylko na potrzeby wpisu. Będzie mi wtedy łatwiej. W każdym razie naprawdę warto uświadomić sobie, że w negocjowaniu nie ma nic złego. Pod warunkiem, że jest to świadoma negocjacja. Nie ma co się oszukiwać - z niej tak naprawdę składa się życie. Ty chcesz coś, ktoś to ma i trzeba coś z tym zrobić. Proste, prawda? Oczywiście pomijając fakt, że obie strony mają czuć się wygrane.
W moim przypadku z negocjacjami mam ciągle do czynienia w pracy. Dlatego w życiu prywatnym odpuszczam - całkowicie świadomie. Przez to często (i gęsto) dostaje w dupę, ale nie mam o to do nikogo pretensji. Mój wybór - moja obolała dupa. Tylko wiecie - ja wiem, dlaczego mnie boli. Biorę to, że tak się wyrażę „na klatę”. Mam jednak nieodparte wrażenie, że większość ludzi nie. Skąd tyle frustracji z powodu pracy, zarobków, nieudanych związków, kontaktów międzyludzkich itp.
A przecież to takie proste. Krótka piłka - wiesz, czego chcesz i negocjujesz, by to mieć. To najprostsza droga do szczęścia i dobrobytu. Jeśli się wybiera inne metody (przy założeniu, że robi się to świadomie. To ma być wybór a nie naiwność) to trzeba być przygotowanym na cierpienie. Ja jestem.
Pozdrawiam
Globus
P.S
Jak Wam idą negocjacje?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


